• Wpisów: 17
  • Średnio co: 126 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 12:19
  • Licznik odwiedzin: 1 899 / 2285 dni
 
mala-dziewczynka1021
 
mała_dziewczynka: Wczoraj był 21.10, a to oznacza, ze przeżyłam właśnie ćwierć wieku... Patrząc wstecz, mam poczucie, ze tak wielu rzeczy nie zrobiłam. Miałam tyle marzeń, planów,a jak do tej pory to niewiele z nich zrealizowałam, jeśli wgl, jakiekolwiek...Przeżyłam za to rzeczy, które wolałabym wymazać ze swojej pamięci, ze swojego życiorysu... Nieudany związek rodziców, ich rozwód, kłótnie, alkoholizm taty, niepełnosprawny brat, choroba mamy i jej śmierć, moje problemy wynikające z problemów w rodzinie: autodestrukcja, bulimia, depresja, moje nieudane związki. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że: to prawda mama już nie żyje- zmarła po 5 latach choroby na raka, brat jest niepełnosprawny (i to się nie zmieni), ale tata od 6 lat nie pije, ja się zmieniłam, umiem się śmiać, umiem nawet być  szczęśliwa, a przede wszystkim otworzyłam się na ludzi i miłość, ale ta miłość i tak ode mnie ucieka... Spotykałam się z kilkoma chłopakami, ostatni jak mnie poznał, to na początku stwierdził, że podziwia mnie za to ile w życiu przeszłam i za to, że jestem dzielna, a gdy ze mną zrywał stwierdził, że za dużo przeszłam i jego to przerasta...eh... i tak jest zawsze, jestem skreślana za swoją przeszłość, a każdy mój smutek od razu musi oznaczać w ich oczach depresję (co dla nich znaczy - nienormalny człowiek,który pewnie zaraz odbierze sobie życie), tylko czy ja nie mam prawa już być czasem smutna? Czy to w ich mniemaniu musi zaraz znaczyć, że będę chciała się zabić?  Czy oni nie mogą zrozumieć, że ja za dużo już w życiu przeżyłam złych rzeczy, żeby teraz kolejna jakaś tam, mogła mnie skłonić do śmierci? Skreślają mnie za chorobę mamy, taty alkoholizm, upośledzenie brata i moją depresje.
Najgorsze jest, że tak naprawdę to ja wciąż naiwnie wierze, ze moje życie się odmieni, że zaznam jeszcze wiele szczęścia, że poznam wspaniałego faceta, który mnie szczerze pokocha i zaakceptuje i z którym stworze szczęśliwą rodzinę. Wiem, że tak jak nie ma ludzi idealnych, tak nie ma idealnych związków, ale wierzę, że jeśli w związku jest miłość, szacunek i lojalność, to pomimo różnych problemów można być naprawdę szczęśliwym. Wierzę w taką miłość- wieczną miłość. Wierzę, że miłość może wiele zmienić i wciąż na nią czekam, choć są takie dni jak ten, że obawiam się, że ona nigdy nie nadejdzie. Czasem zastanawiam się, czy ja na nią zasługuję? Nie lubię tych myśli bo wywołują we mnie ogromny lęk, że już nigdy nie zaznam miłości i szczęścia. Ten lęk we mnie tak narasta, że nie potrafię myśleć o niczym innym. Przywołuje on wspomnienia z dzieciństwa, kiedy jako dziecko marzyłam o szczęśliwej, kochającej się rodzinie, ale każdy dzień przynosił kolejne rozczarowania. Tak bardzo się boję, ze taka miłość nigdy do mnie nie przyjdzie...


Jak długą drogę mam przebyć by Cię odnaleźć?

Czy nie widzisz jak ciężko mi iść dalej?

Ile razy jeszcze się pomylę nim Cię odnajdę?

Czy nie widzisz ile te błędy, sił mnie kosztują?

Jak wiele jeszcze samotnych wieczorów spędzę?

Czy nie widzisz jak zasypiając tęsknie za Tobą?

Ile jeszcze będę musiała pokonać w pojedynkę?

Czy nie rozumiesz, że razem byłoby łatwiej?

Jak długo mam sama zmagać się z przeszłością?

Czy nie widzisz, ze potrzebuje twojego wsparcia?

Ile jeszcze udręk jestem w stanie znieść bez Ciebie?

Czy nie widzisz jak one stopniowo odbierają mi siły?



Jak mam żyć kiedy ci których kocham odchodzą,

a Ty którego kocham wciąż nie przychodzisz?

Mam wrażenie jakbyś się przede mną chował...

Czy to jakaś twoja gra? Co próbujesz mi udowodnić?

Chcesz mi pokazać ze jestem pełna siły?

Wiem, jestem pełna siły.

Ze umiem sama sobie poradzić z każdym problemem?

Wiem, poradzę sobie z każdym problemem.

Ze każde moje cierpienie uczy mnie czegoś dobrego?

Wiem, umiem wyciągać wnioski.

Ze nawet gdy wydaje mi się ze jestem sama,

są ludzie którym zależy na mnie?

Wiem, są takie osoby.

A może chcesz mi pokazać,

ze nawet Twój brak nie może mnie zabić?

Wiem, nie może mnie zabić.

Może tylko odbierać mi stopniowo siły,

łamać po kawałku moje serce,

rozdzierać moją dusze,

niszczyć moje wszelkie nadzieje,

pozbawiać mnie uśmiechu na twarzy,

powodować, ze z moich oczu płyną łzy,

wydobywać ze mnie niemy krzyk,

malować w mych oczach ból i łzy,

odbierać mi chęci do czegokolwiek,

ale masz racje, nie może mnie zabić.



Jednak czy to wszystko za mało,

abyś wreszcie przyszedł do mnie?

Wiem, ze nadchodzisz, ale proszę o jedno:

pośpiesz się nim będzie za późno!

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    zapewne On śpieszy się jak może
     
  •  
     
    @kropencjaa: @kropencjaa: Dziękuję:) :*
     
  • awatar
     
     
    kropencjaa
    @mała_dziewczynka: siła sie bierze z głazów jakie los stawia nam na drodze. Wyciagaj z nich jak najwiecej a wtedy bedziesz niewatpliwie dzielniejsza niz ktokolwiek bedzie w stanie przypuszczac. "bedzie dobrze" brzmi sucho i osobiscie nie lubie tego hasła ale napiszę "do przodu!" :)
     
  •  
     
    :) Nie wszyscy ludzie są tacy, na szczęście... eh, najgorsze kiedy oni oceniają moją sytuacje z bratem, a nawet nie wiedzą ile bym dała, żeby móc z nim porozmawiać, wgl w jakikolwiek sposób się porozumiec, szczególnie kie
    dy zabrakło naszej mamy...
     
  • awatar
     
     
    kropencjaa
    to prawda. ale mimo wszystko moja refleksja byla... hmn. dosc dziwna po tylu latach nieswiadomosci.
     
  •  
     
    Tu nie chodzi o współczucie, ale raczej o to, że mój brat wymaga ciąglej opieki, a myślach mężczyzn (i ich rodzin) zaraz pojawia się pytanie: to jak jego twój tata umrze, to trzeba będzie sie nim zajmować? Przyjaciele inaczej do tego podchodzą, ale pewnie są też gdzieś i mężczyźni, którzy inaczej na to patrzą...
     
  • awatar
     
     
    kropencjaa
    tak sie zatrzymałam przy tym wpisie bo sama jestem niepelnosprawna i zastanawiam sie czy znajomi mojego rodzenstwa tez im wspoczuja z mojego powodu.